 Ustaliliśmy już jakie błędy popełniają zwykle słabi perkusiści. Grają albo zbyt kanciasto, albo zbyt płytko, nie potrafią aranżować. E-maile, które od Was otrzymałem, skłoniły mnie do krótkiej refleksji nad tym, jak te uwagi zastosować w praktyce.
Jak „wyczuć” geniusza?
Mamy jasno określone powody, dlaczego niektórzy perkusiści są słabi. Nie znamy natomiast takowych dotyczących tego, co czyni z perkusistę geniusza. Nie mówi się, że Steve Gadd zagrał genialnie w tym czy innym utworze, bo akurat przy drugiej zwrotce zagrał przejście szesnastkami na kotle, albo dlatego, że w rytmie zwrotki zagrał 2 duszki. Po prostu "czujemy", że perkusja świetnie zagrała w tym kawałku i jest on wyśmienity. Właśnie wyczucie to kluczowe słowo, kiedy chcemy unikać błędów perkusyjnych. Dotyczy ono nie tylko słuchacza, ale co ważniejsze, grającego.
Ustaliliśmy już jakie błędy popełniają zwykle słabi perkusiści. Grają albo zbyt kanciasto, albo zbyt płytko, nie potrafią aranżować. E-maile, które od Was otrzymałem, skłoniły mnie do krótkiej refleksji nad tym, jak te uwagi zastosować w praktyce.
Jak „wyczuć” geniusza?
Mamy jasno określone powody, dlaczego niektórzy perkusiści są słabi. Nie znamy natomiast takowych dotyczących tego, co czyni z perkusistę geniusza. Nie mówi się, że Steve Gadd zagrał genialnie w tym czy innym utworze, bo akurat przy drugiej zwrotce zagrał przejście szesnastkami na kotle, albo dlatego, że w rytmie zwrotki zagrał 2 duszki. Po prostu "czujemy", że perkusja świetnie zagrała w tym kawałku i jest on wyśmienity. Właśnie wyczucie to kluczowe słowo, kiedy chcemy unikać błędów perkusyjnych. Dotyczy ono nie tylko słuchacza, ale co ważniejsze, grającego.
Jako perkusiści głównie uczymy się techniki oraz marginalnie teorii muzycznej. Jednak ani granie każdego rudymentu w tempie 250 z wszystkimi możliwymi permutacjami akcentów, ani znajomość wszystkich skal i akordów nie wyrobi w nas intuicji i muzycznego wyczucia. Aby nauczyć się (albo raczej wyrobić w sobie) intuicji muzycznej, trzeba najzwyczajniej słuchać. Słuchać muzyki na dwa sposoby:
Sposób pierwszy - dogłębna analiza. Rozpracowujemy utwór krok po kroku. Analizujemy akcenty, rytmy przejścia, wszystko co tylko się da. Dlaczego to przejście na werblu, a nie na kotle, dlaczego szesnastki z akcentem na "i" itd. Słuchamy, myślimy, wnioskujemy. Jest to metoda na dłuższą metę męcząca, ale można bez problemu rozpracować pojedyncze utwory. Ważne jest, aby zwracać uwagę na to, jakie uczucie daje dany rytm czy przejście - czy po zatrzymaniu taśmy zaraz po przejściu wiemy, czy fraza została zakończona? Jeśli tak, to czego możemy się spodziewać po kolejnej? Takie pytania należy sobie zadawać podczas takiej drobiazgowej analizy muzyki.
Sposób drugi - ogólnikowa analiza. Słuchamy jazzu albo muzyki latynoskiej? Włączamy na przykład internetowe radio, które puszcza jazz 24/7 . Nie próbujemy analizować i pozwalamy unieść się muzyce. Po jakimś czasie zaczynają do nas docierać formy, którymi posługują się muzycy aby stworzyć coś pięknego. Szukamy cliche, czegoś typowego dla danego rodzaju muzyki ( może być to specyficzne brzmienie, rytm lub akcentowanie ) . Ważne także jest to, aby nie skupiać się na konkretnym wykonawcy. Owszem, można podchwycić jakieś ulubione utwory, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, aby poznać typowe rytmy czy sposoby grania przejść dla danego gatunku. Jeśli na przykład dla muzyki latynoskiej sercem rytmicznym jest clave, to jakikolwiek utwór latynoski będzie dobrze brzmiał z clave w tle. Taka wiedza jest potrzebna, aby móc grać zarówno to, co istnieje, jak i to czego jeszcze nikt nigdy nie stworzył. Do ogólnej analizy gorąco polecam muzykę improwizowaną. W tych ulotnych chwilach, kiedy uczucia biorą górę nad rozumowaniem miesza się siła intuicji (czyli wyrobionego wyczucia) z energią chwili. Możemy muzykę improwizowaną analizować dogłębnie, jednak należy pamiętać, że muzyka ta tworzona jest spontanicznie. Trzeba pamiętać, że przy analizie improwizowanej muzyki nie wiemy, co do końca chciał przekazać autor w danej chwili, gdyż nie mógł być pewien jak jego gra zostanie zinterpretowana przez innych muzyków.
Kim jest odbiorca naszej muzyki?
Ciekawe jest, że w dobrze improwizowanej muzyce wszystko „siedzi”, nie ma złych zagrań i rytmów. Spowodowane jest to tym, że cały utwór na bieżąco jest modyfikowany przez muzyków - perkusista zapowiada rytm, gitarzysta dokłada jakąś melodię, perkusista na to odpowiada itd. Wszelkie zmiany są mocno osadzone, ponieważ muzycy mają wiedzę na temat pewnych ogólnych założeń w jakich mieści się utwór i potrafią się nawzajem wyczuć - wiedzą, kiedy fraza się skończy, jak ten koniec sygnalizować, jak odpowiedzieć na grę reszty zespołu aby stworzyć spójną całość i dać podwaliny pod następne frazy. W muzyce nieimprowizowanej ( komponowanej ) sytuacja jest odwrotna. Mamy najczęściej gotowy utwór rozpisany na frazy, a perkusję dopisujemy do takiego szablonu. Różnica ta jest bardzo ważna, gdyż podczas analizy muzyki improwizowanej należy sobie uświadomić, że słuchacz jest drugim z kolei odbiorcą naszej muzyki. Pierwszym odbiorcą są muzycy, tworzący ją na poczekaniu. Podczas pisania perkusji do gotowych kompozycji trzeba pamiętać, że naszym pierwszym odbiorcą jest słuchacz, drugim natomiast zespół z którym gramy. Powodowane jest to tym, że kompozycja to z góry ustalony układ fraz melodii itd.
Paradoksem tej sytuacji jest to, że priorytety naszej gry odnośnie odbiorców i celu naszej gry są odwrotne. W muzyce improwizowanej celem jest wspólne stworzenie dobrej muzyki dla słuchacza. Muzycy pracują razem, aby kawałek był wewnętrznie spójny i miał dobrą oprawę, w której czuć nutę improwizacji i interakcji. W muzyce komponowanej natomiast między naszą grą i słuchaczem jest zespół z którym komponujemy. Naszym zadaniem jest postawienie fundamentu rytmicznego i akcentowanie pojedynczych fraz. Lubię nazywać to pracą dla zespołu dlatego, że pracujemy tak naprawdę po to, żeby zespół dobrze brzmiał. Jest to bardzo ciekawa sytuacja, gdyż z jednej strony musimy pozwolić ponieść się muzyce, z drugiej kierujemy nią tak, aby brzmiała jeszcze lepiej. W muzyce improwizowanej w końcu dochodzimy do tego samego, lecz jak widać sposób dojścia do takiej sytuacji jest inny.
Podczas tworzenia muzyki, należy uwzględnić odbiorcę ostatecznego naszej twórczości, czyli słuchacza. Przy gotowych kompozycjach jesteśmy bliżej słuchacza, gdyż budujemy fundament pod coś gotowego, aby słuchacz miał jak najlepsze wrażenia z prezentowanego materiału. Kiedy mamy do czynienia z muzyką improwizowaną jesteśmy nieco od odbiorcy oddaleni, ponieważ nasza twórczość jest na bieżąco modyfikowana przez innych muzyków. Dany rytm może różnie zabrzmieć w zależności od tego, co się nad nim zagra. Interakcja między muzykami jest pewną barierą oddzielającą nas od słuchacza, ale jeśli uświadomimy sobie, że tworzymy coś razem dla niego, to będzie nam o wiele łatwiej taką barierę się przebić.
Artykuł ma dopisek CODA, tj. zakończenie. Jednak mam nadzieję, że przyślecie mi swoje uwagi, spostrzeżenia na ten temat. Mam nadzieję, że zamiast CODA na początku, powinienem wstawić na końcu znak fermaty.
|